wtorek, 19 marca 2013

#4. Mała część czułości.


Odbudowywanie straconego zaufania jest trudne. Wystawienie się na publiczne oko, gdy cała miejscowość wie co zrobiłaś jest jeszcze trudniejsze. Próba odnalezienia zatraconej miłości jest wyczynem wręcz ekstremalnym. W życiu nie warto się poddawać, w życiu wręcz nie można się poddawać, jest to czymś zakazanym. Przez życie trzeba iść z uśmiechem, choć chwile zawahania przychodzą zbyt często, a uśmiech opuszcza nas prawie każdego dnia. Może tylko czasami jakieś chmury przysłaniają nasze słońce, które góruje nad nami przez całe dnie. Moim słońcem byłeś ty, moim słońcem był twój uśmiech. W moim życiu przez trochę czasu obyło się bez większych anomalii pogodowych. Nagle rozpętała się jakaś burza. Moje słońce opuściło mnie na dobre, a co za tym idzie stosując się do powyższego schematu, poddałam się. Aż nagle pojawiłeś się ty, lekko niepewny, troszkę przestraszony i w mojej głowie znowu zagościło ciepłe powietrze.

- Chodź na spacer. - złapałeś mnie za dłonie i przeciągając każdy wyraz namawiałeś mnie do wyjścia. - No proszę. - uśmiechnąłeś się, wiedziałeś, że wygrałeś wiedziałeś jak bardzo działa na mnie ten uśmiech. Zgodziłam się. Było ciepło, można wręcz powiedzieć, że upalnie. Gdy weszliśmy na jedną z leśnych ścieżek i gdy na chwilę zrobiło się trochę zimniej, przystanęliśmy. Zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawiać tak normalnie, tak jak kiedyś. I wtedy pierwszy raz od dawna mnie pocałowałeś. Krótko, delikatnie, subtelnie. Przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele, serce przyśpieszyło swój bieg, a w moim brzuchu tysiące motyli właśnie urządzało sobie wyścig. Odsunęłam się od ciebie, głowę spuściłam i jak trafiona czymś wpatrywałam się w ziemię. Dłonią lekko pogłaskałeś mój policzek i chwytając mój podbródek uniosłeś go ku górze. Byłeś rozpromieniony można zaryzykować, że byłeś szczęśliwy. Złapałeś mnie mocno w talii i przyciągając do siebie pocałowałeś, znowu. Tym razem w skroń, tak jak zawsze lubiłam.

Siedziałam sama w pokoju. Mała lampka przy biurku wydzielała słabe światło. Malowałam paznokcie. Mocnym, czerwonym kolorem pokrywałam płytki kolejnych z nich. Czekając na wyschnięcie lakieru przeglądałam jakieś stare zeszyty natknęłam się na jeden z moich pamiętników. Deszcz ustawał już za oknem, a ja coraz mocniej przypominałam sobie minione wydarzenia.
       Jest Wigilia, a ja pochopnie czekam na coś co nigdy się nie wydarzy. Jak bardzo naiwna spoglądam ciągle za okno. Nie wierzę w to, że choć na chwilę mignie mi tam twoja postać, lecz pokusa sprawdzenia jest coraz bardziej mocna. I robię to kolejny raz, kolejny raz wstałam sprzed biurka, kolejny raz prawie wywróciłam się zahaczając o dywan, kolejny raz odsłoniłam ciężkie, granatowe zasłony i kolejny raz wyjrzałam za okno. Albo zmęczenie i smutek źle na mnie działało, albo na prawdę tam stałeś. Stałeś tam, a ja stchórzyłam i chowając się szybko, i zaciągając za sobą zasłonę usiadłam na podłodze i nie dowierzałam w to wszystko. 

Uśmiecham się do siebie i spoglądając na czerwień moich paznokci zastanawiam się nad tym wszystkim. 
Dziękuję, że mi zaufałeś. 

-----------------------------------------
Nie wyszło tak jak chciałam, wyszło zbyt optymistycznie, zbyt krótko, z bardzo dużą ilością błędów, ale, ale muszę się wam przyznać, że kocham to opowiadanie. Wiele z nim przeszłam, lekko się z nim związałam i teraz trudno mi je opuszczać, na dodatek po tak krótkim czasie spędzonym wspólnie z nim. 
Nie pozostaje mi nic więcej jak zaproszenie na pozostałe blogi, gdzieś mnie zawsze znajdziecie. 

sobota, 16 marca 2013

#3. Trzeba pozwolić na tą miłość.

Twoje słowa huczały nadal w mojej głowie, nie były przyjazne lecz w połączeniu z twoim ciepłym głosem lekko straciły na swojej powadze. Podniosłeś głos, stanąłeś nade mną i krzyczałeś wprost na mnie. Ja spuściłam głowę i spoglądałam na podłogę. Byliśmy sami w moim domu, żadnej żywej duszy ani w budynku, ani w najbliższej okolicy. 
- Nie krzycz. - wypowiedziałam cicho. Bałam się ciebie, pierwszy raz od dawna bałam się kogoś przy czyim boku czułam się bezpiecznie. - Nie chciałam. - łzy ciurkiem spływały po mojej twarzy. Naprawdę chciałabym cofnąć czas wstecz i nie zrobić tych głupot. 
- Spójrz na mnie. - usiadłeś na podłodze naprzeciwko mnie. Nie odważyłam się zrobić tego o co mnie prosiłeś. - No spójrz do cholery! - wrzasnąłeś, już nie krzyczałeś chyba zbyt wiele emocji nakładało się na ciebie jednocześnie. Spojrzałam na ciebie. Spojrzałam zapłakanymi oczami, które dopełniały rozpalone policzki, do których poprzylepiały się moje włosy. Teraz to ty opuściłeś wzrok, czoło oparłeś na rękach i przez chwilę trwałeś w takiej pozie. Po chwili odczarowałeś się. Wstałeś, z niedowierzaniem pokręciłeś głową i wyszedłeś. Wyszedłeś bez jakiegokolwiek słowa, bez ani jednego spojrzenia. Wyszedłeś, zostawiłeś może i zapomniałeś, a mi wcale nie spadł kamień z serca gdy ci o tym powiedziałam. Wcale nie poczułam się lepiej, było zdecydowanie na odwrót. Siedziałam na swoim łóżku i wpatrywałam się w krajobraz za oknem. Z moich oczu nadal spływały łzy, a oddech stał się nierównomierny i lekko przyśpieszony. Musiałam tłumić swoje emocje by nie wzbudzić żadnych podejrzeń. Trwałam w jakimś beznadziejnym stanie przez własną głupotę. Masz czego chciałaś Kaśka, przecież nikt nie mówił, że życie będzie proste. 

Nic, naprawdę nic nie pomoże 
jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości. 

- Spotkajmy się dziś, dobrze? - zapytałem się niepewnie. Bałem się odrzucenia. - Przyjadę po ciebie, albo do ciebie. Jak wolisz. - popadłem w słowotok, dziwne nigdy nie byłem zbyt wylewny. 
- O 16? - powiedziałaś tak cicho, że prawie nie usłyszałem słów. - Czy mógłbyś przyjechać do mnie o 16? - powtórzyłaś swoją poprzednią wypowiedź wzbogacając ją o dokładniejsze słowa jak i głośniej ją wypowiedziałaś. Byłem zadowolony. Cieszyłem się jak głupiec na jedno spotkanie z tobą. 

Otworzyła mi twoja babcia, która z uśmiechem zaprosiła mnie na górę i powiedziała, że jesteś w pokoju. Siedziałaś przy biurku, z nogami na krześle, a kolana trzymałaś rękami. Włosy upięte miałaś w kucyka, a pojedyncze pasma opadały ci na twarz. Na ramionach miałaś cienki granatowy sweterek, spod którego wystawała kremowa bluzka. Na nogach miałaś zwykłe czarne jeansy. Tak wyglądałaś najpiękniej. Mogłaś się stroić, mogłaś się wymalować, a i tak najpiękniej wyglądałaś wtedy gdy byłaś taka zwyczajna, taka moja. 
Odgłos zamykanych drzwi rozproszył cię, lekko odsunęłaś się i gwałtownie wstałaś z krzesła. Uśmiechnęłaś się niewinnie i powiedziałaś ciche cześć. 
Usiedliśmy na podłodze naprzeciwko siebie. Zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw było drętwo i opowiadaliśmy po prostu co u nas, a później zeszliśmy na inny tor. 
- Nie chciałem żeby tamta rozmowa tak wyglądała. - zmierzwiłem włosy i spuściłem wzrok. Było mi głupio, że podniosłem na ciebie głos. - Ja po prostu chciałem odrobiny wyjaśnienia.
- Co ci mam powiedzieć? Że brakowało nam kasy? Że zrobiłam największą głupotę w swoim życiu? Że straciłam kogoś na kim mi zależało? Że byłam, że jestem nieodpowiedzialna i najlepiej byłoby dla ciebie i twojej reputacji żebyś ze mną skończył i się do mnie nie przyznawał? Że było mi głupio? Było mi głupio bo jestem zwykłą dziewczyną i po prostu do ciebie nie pasuję? - odetchnęłaś z ulgą. Prawdopodobnie wyrzuciłaś z siebie wszystko co leżało ci na sercu. Cieszyłem się. Już nie czułem złości na ciebie, ogólnie mówiąc nigdy nie byłem zły akurat na ciebie. Za wszystko co nas spotkało obwiniałem siebie.* Wyciągnęłaś do mnie dłoń, zaskoczony podszedłem do ciebie. Rozłożyłaś jedną rękę. Robiłaś tak zawsze gdy chciałaś się przytulić. Wygrałem? 
- Pozwolisz na tą miłość? - zapytałem się ciebie i spojrzałem na ciebie z nadzieją. 
- Tylko i wyłącznie jeżeli ty pomożesz mi w tej miłości. - oparłaś się o mnie i zadowalająco uśmiechnęłaś. 

------------------------
Tak, a wiec Jus napisała coś. Coś krótkiego, ale może jednak się spodoba? Naszedł mnie pomysł i musiałam to napisać. 
Jeszcze z jeden rozdział i koniec, tak coś czuję. 
Rozdziału nie byłoby gdyby nie Hey.. 
a no i ta * no to nie mogłam się powstrzymać i gdy pisałam to powiedziałam sobie Maciuś, ależ ty szlachetny jesteś! 
To tyle.. http://ask.fm/witheringdawn i zapraszam na inne blogi.